Mogilno a powstanie styczniowe 1863 roku – cz. 2

Dziś obchodzimy 150-rocznicę wybuchu Powstania Styczniowego.

Niezależnie od pomocy materialnej, organizowany był werbunek ochotników, którzy bądź to w pojedynkę, bądź też grupami i oddziałami mieli zasilić partię w Królestwie Kongresowym.

Przykładem represji wobec niosących pomoc, czy wręcz nawołujących do udzielenia takowej braciom za kordonem, może być proboszcz orchowski ks. Nikodem Sieg, który udając się 19 kwietnia 1863 r. z ostatnią posługą do Linówca (miejscowość przygraniczna), by tam na cmentarzu przykościelnym pochować zmarłego parafianina, został zatrzymany przez patrol żandarmerii pruskiej i zaaresztowany. Przez Szydłówiec doprowadzono duchownego do Anastazewa i tam umieszczono w areszcie. W międzyczasie grupa parafian, dowiedziawszy się o zatrzymaniu proboszcza, udała się z interwencją do Szydłówcu. Dotarłszy na miejsce, zostali tam dotkliwie pobici przez żołnierzy pruskich. Następnego dnia, po sprawdzeniu, iż zatrzymany jest proboszczem orchowskim, ks. Sieg został zwolniony z aresztu i powrócił do Orchowa.

Zatrzymanie kapłana zapewne miało podtekst zastraszenia duchownego, gdyż jak można było się domyśleć z relacji zawartej w informacji prasowej, żołnierze pruscy musieli znać księdza, ponieważ część z nich, będąc Polakami służącymi w armii pruskiej, uczęszczała na nabożeństwa do orchowskiego kościoła. By zapobiec tym praktykom religijnych, dowództwo, po wydaniu zakazu, wystawiło przed świątynią straż, która miała nie dopuścić żołnierzy katolików do uczestniczenia w nabożeństwach. A wszystko to działo się za sprawą wystąpień patriotycznych ks. Siega, którego gorące kazania o podłożu narodowym budziły ogromną niechęć ze strony władz, do tegoż duchownego. Ten jednak nie uginał się pod groźbami zaborcy. W tak młodym wieku okrzepł już do tego stopnia, iż nie było mu straszne nawet aresztowanie. Przykładem jego postawy może być wystąpienie podczas odpustu w Graboszewie. Mówił wówczas do licznie zgromadzonych pątników: Przecież wam wiadomo, że Bracia nasi w sąsiedztwie będą zabijani, tam bardzo wiele krwi płynie, w niektórych familiach to i 3 osoby, które są zabite brakują, i zwróćcie tam wasze oczy. Tymi słowami niewątpliwie zachęcał do czynnego udziału w powstaniu i niesieniu jego uczestnikom pomocy.

Gdy dziś poszukujemy śladów tamtych dni, znajdujemy je w nielicznych już dzisiaj ocalałych mogiłach uczestników tego wielkiego zrywu patriotycznego. Jedno z takim miejsc, pieczołowicie pielęgnowanych, odkrywamy na byłym cmentarzu przykościelnym właśnie w Orchowie. Spoczywa w niej Walerian Kucharski, syn Ignacego i Florentyny z Nawrockich, który w wieku 19 lat zmarł w Orchowie 30 maja 1863 r. wskutek odniesionych ran w bitwie pod Olszową (Olszakiem). Miała ona miejsce 22 marca 1863 r. i rozegrała się pod Pątnowem, natomiast nazwana została przez Edmunda Calliera bitwą pod Olszakiem.

Jedną z dużych bitew rozegraną tuż za granicą powiatu mogileńskiego w Kongresówce z udziałem mogilnian była bitwa pod Dobrosławem i Mieczownicą. Udali się oni do powstania w ramach tzw. wyprawy trzemeszeńskiej młodych gimnazjalistów. Jeden z nich, młody powstaniec, Władysław Chotkowski, po latach tak wspominał powrót z pola bitewnego:

-Szliśmy ornem polem [po bitwie pod Dobrosłowem i Mieczownicą - 2 lutego 1863 r.]i już były zabudowania dworu w Orchowie blisko, kiedy naraz zawołał na mnie Szałek, który szedł przedostatni przede mną: połóż się! - Padłem, jak długi, w bruzdę pomiędzy zagonami oziminy i leżę nieruchomy. Księżyc świecił mi w oczy [wieczorem 2 lutego]. Ziemia była trochę zmarznięta, ale tego roku ani zimy, ani śniegu nie było wcale. - Za chwilę usłyszałem brzęk pałaszów. To patrol pruskich ułanów wracał drogą, właśnie z Orchowa, gdzie dwór rewidowali. Po niejakim czasie usłyszałem głos Szałka: - wstawaj! - (...) - W Orchowie przyjęła nas p. Moraczewska herbatą. Było to nasze pierwsze śniadanie. Zmęczony byłem jednak do tego stopnia, że nic jeść nie mogłem. Za chwilę byliśmy w pokoju, gdzie były przygotowane łóżka, a ledwom głowę przyłożył do poduszki, nic o świecie nie wiedziałem.

Nazajutrz rano dowiedzieliśmy się, że pruscy ułani przyjechali w nocy, żeby dwór zrewidować. Pani Moraczewska była w rozpaczy, lecz nie straciła głowy. - Wysłała służącego z butelką araku i pudełkiem cygar, z tem poleceniem, żeby podoficerowi przedstawił, że w domu są chore dzieci, a powstańców nie masz, bo przecież dwór był już dwa razy z wieczora rewidowany.

W między czasie dziedziczka próbowała dobudzić śpiących powstańców, by salwowali się ucieczką, lecz oni byli tak zmęczeni, że nie reagowali na jej zabiegi. Szczęśliwie zakończył się pobyt ochotników w Orchowie. Tego samego dnia, 3 lutego, dotarli bez przeszkód do domów w Trzemesznie. Ale tam pod Mieczownicą poległo 7 młodych trzemesznian. Krwawą ofiarę na ołtarzu Ojczyzny złożył 2 marca 1863 r. także ekonom z Ławek Włodzimierz Ciesielski. Pod Mieczownicą walczyli m.in.: Walenty Tomaszewski – urzędnik gospodarczy z Kunowa, Franciszek Tabacki z Mogilna, Zygmunt Malczewski – dzierżawca Ławek, Modest Chłobukowski z Cytrynowa i kilkudziesięciu innych. W potyczce pod Ślesinem 22 marca 1866 r. również zginęło kilku gimnazjalistów z Trzemeszna.

W oddziale Younga de Blankenheima znajdujemy mogilnianina Szymona Ryglewicza, który przekazany przez wojska rosyjskie odsiadywał w areszcie we Wrześni, także Adolfa Leżyckiego szewca z Mogilna. Również w tym oddziale, jak i w oddziale Edmunda Taczanowskiego walczyło wielu trzemesznian i innych mieszkańców powiatu mogileńskiego. Wśród nich znaleźli się zatrzymani i osadzeni w więzieniu inowrocławskim ochotnicy: Teofil Krótki – guwerner z Czarnotula, Wojciech Górny z Padniewa, Antoni Rogoziński z Gębic, Wojciech Hartwich – młynarz z Ostrowitego, Michał Kielan z Linówca, Stefan Konieczka i Wojciech Przybylski ze Słowikowa, Jan Mazurkiewicz – murarz z Gębic. Przekroczyli granicę i zostali przechwyceni przez Rosjan: Nikodem Jachalski z Mogilna, Wawrzyniec Sowiński z Żabna, Franciszek Kaszuba z Góry, Nikodem Mariański, Jan Krause i Józef Bielicki wszyscy z Trzemeszna oraz Hipolit Gliszczyński z Gozdanina.

Ranni powstańcy wracający z pól bitewnych do domów, by tu na miejscu mogli leczyć się z odniesionych ran, mogli liczyć na pomoc niesioną przez lazaret powstańczy, który znajdował się w Strzelnie. Założony przez Emilię Sczaniecką i dra Teofila Mateckiego przyjął wielu rannych z powiatu mogileńskiego, w tym również gimnazjalistów trzemeszeńskich. Wielu rannych, pomimo obowiązku, nie zgłaszano władzom, stąd i lista leczonych w Strzelnie jest niekompletna. Wystarczy powiedzieć, że lazaret jednorazowo mógł przyjąć do 120 rannych, zaś z listy pacjentów możemy dowiedzieć się o kilkunastu rannych.  

Wracając do postaci ks. Nikodema Siega, należy zwrócić uwagę, że jego zaangażowanie w niesienie pomocy powstańcom było ogromne, a zarazem objęte konspiracją do tego stopnia, iż niewiele zachowało się informacji o bohaterskich czynach kapłana. Bez wątpienia, to on roztaczał opiekę duszpasterską nad kurującym się z ran młodziutkim Walerianem Kucharskim. Jednakże ponad dwumiesięczna opieka medyczna nie odniosła skutku i zmarł on 30 maja 1863 r.

Najwięcej dokonał na polu budzenia świadomości narodowej wśród miejscowej społeczności. Dzielnie wspierał niezmordowanego kapłana w jego dziełach dziedzic Osówca, Teofil Mlicki, weteran z 1831 r. - uczestnik powstania listopadowego. Powstanie jeszcze trwało, kiedy niestrudzony kapłan dla uczczenia tysiąclecia pojawienia się na widowni dziejowej dynastii Piastów, wystawił figurę Matki Bożej. Stanęła ona przed świątynią orchowską, a aktu poświęcenia dokonał ks. Sieg 6 października 1863 r. pod przykryciem, iż czyni to z okazji odbywających się właśnie w parafii misji na cześć tysiąclecia chrześcijaństwa w krajach słowiańskich, zapoczątkowanego przez Cyryla i Metodego. W cokole pamiątkowej figury ks. Sieg umieścił akt, w którym odnotował, iż: „W tym roku toczy się wojna polskich powstańców w tak zwanym Królestwie Polskim, na Litwie, Podolu, Wołyniu, Ukrainie i Żmudzi, rozpoczęto ją 22 stycznia, dotychczas jeszcze nie rozstrzygnięta. W Bogu przecież nadzieja, że Polacy zwyciężą...” W 11 lat później, podczas prac remontowych, związanych z przebudową opłotowania wokół kościoła, rozebrano figurę i przestawiono ją w nowe miejsce. Wówczas, proboszcz napisał nowy tekst mówiący o tym, iż: „Powstanie z 1863 r. zakończyło się klęską naszą. Jeszcze jest wielki ucisk Kościoła pod pruskim zaborem. Nasz arcybiskup kard. Mieczysław Leduchowski na wygnaniu w Rzymie...” Następnie wmurował całość w cokół odbudowanej figury.

Ogromnym represjom poddani zostali pochwyceni mogilnianie, uczestnicy powstania styczniowego. By udaremnić pomoc powstańcom, w powiecie mogileńskim rozlokowano duże ilości wojska pruskiego. Często drogami maszerowały pruskie kolumny, np. przez Gałęzewo, Wieniec do Mogilna. Następnie przez Sędowo, Mierucin do Pakości. Przez Kołodziejewo, Broniewice i Radłowo przemieszczał się patrol ułański. Rewidowano zabudowania folwarczne i dwory. Taką rewizję przeprowadzono m.in. u dzierżawcy majątku kościelnego, Kawczyńskiego w Kwieciszewie, lecz mimo podejrzeń nic nie znaleziono. Aresztowano Juliana Mittelstädta z Kunowa, u którego znaleziono pieczątkę do stemplowania nakazów podatku narodowego. W sierpniu 1863 r. w wyniku przeprowadzonych rewizji aresztowano wielu mogilnian, którzy organizowali dopływ ochotników do powstania. W marcu 1864 r. w więzieniu w Inowrocławiu siedzieli: Tomasz Rejmanowski z Dzierzążni, Michał Piasecki z Mogilna, Franciszek Śmiejkowski z Mogilna. W zagęszczonym areszcie powiatowym w Mogilnie: siedzieli: Retkowski z Czarnotula, Bielicki z Gozdanina, Majer z Czarnotula, Majer z Młyna-Trzcianka, Jasiński z Goryszewa, Różański,  Kuszyński z Dębiny,  i Godzimirski z Chabska.

Wśród zesłańców w głąb Rosji znalazł się powstaniec Wojciech Wiśniewski z Mogilna. Był on więziony w Włodzimierzu, a później odesłany do Moskwy. Ranny przebywał w więzieniu w Kaliszu Stefan Grützmacher z Mogilna. Również w więzieniu w Rosji przebywał  Wojciech Wiśniewski z Mogilna , o którego zwolnienie starał się ojciec w lipcu 1864 r.  

Klęska powstania styczniowego była wielkim wstrząsem dla społeczeństwa polskiego. Płonna okazała się nadzieja na wczesne odzyskanie niepodległości. Poczęły tracić na popularności hasła walki zbrojnej, a wzbierać zaczęły na sile coraz liczniejsze głosy mówiące, że w obecnej chwili główny nacisk położyć należy na przetrwanie narodu. Wiodącym stało się hasło walki o utrzymanie odrębności narodowej, które szło w parze z hasłami pracy organicznej i pracy u podstaw.

Zdjęcie nr 1 - Lekarze i ranni powstańcy z lazaretu w Strzelnie.

Komentarze

Dodaj komentarz
11 listopad 2017 - 17:32

Jak dobrze czytam i to co od rodziny wiem ,Nikodem Mariański dawniej Marjański mógł być moim przodkiem bo..,moi krewni pochodzą z tamtych rejonów o których tu jest mowa ,nawet opowiadali coś o kimś takim ,był też ktoś z Mari(j)ańskich w powstaniu wielkopolskim ,ponoć pisarzem był w oddziale powstańczym (?)może ktoś to przeczyta z krewnych i coś ktoś słyszał podobnego to proszę o kontakt marianskiszczepan@wp.pl dzieki i pozdrawiam

Dodaj nowy komentarz

E-mail nie będzie udostępniany publicznie.
Komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów. Dodanie komentarza jest jednoznaczne z akceptacją Regulaminu.