Wakacyjne podróże, czyli obraz Mogilna sprzed wieków

To, że wielcy odwiedzali i odwiedzają Mogilno i okolice, wszem i wobec jest wiadomym. Ich wizyty miały i mają kolosalny wpływ na rozwój miasta.

Wakacyjne podróże, czyli obraz Mogilna sprzed wieków

Obok nich Mogilno odwiedzali również podróżnicy, historycy, archeolodzy i szeroko pojęci ludzie kultury, którzy poza pobytem pozostawili po sobie ślad w postaci opisów miasta i jego ważniejszych obiektów.

 

Nie oni wszyscy pisali, że jest to miejsce urocze, zadbane, no powiedzmy tak dostojne, jak obecnie się prezentuje: z klasztorem zrewitalizowanym i wyglądającym, jak nigdy przedtem, zadbanymi ulicami, pięknym parkiem, inwestycjami oraz wszystkim, co zachwyca przybysza, a nie zawsze dostrzegane jest przez miejscowych. Wielu podróżnych z przeszłości, a także i miejscowi, raczej pozostawili opis miasta i klasztoru w niezbyt przychylnych barwach. Poniżej prezentuję wybrane opisy z końca XVIII i z XIX w.

Pierwszy z nich, który chciałbym zacytować, nie jest najstarszy, a utrwalony został na pergaminie w 1775 r. przez ówczesnego opata i dotyczy samego klasztoru: Klasztor i opactwo tak dalece grożą zawaleniem się, że ludzie ledwie mogą tu mieszkać. Mury w kilku miejscach popękały, dachy z trudem tylko można utrzymać; całość wygląda jak jaskinia zbójców. Człowiek nieokrzesany, chociażby najuboższy, ma przystojniejsze mieszkanie i jest w niem bezpieczniejszy jak zakonnicy w klasztorze. Przed kilku laty zaczęto budować nowy klasztor i ściany wzniesiono, ale dla ciężkich czasów przybrakło środków i ani nie skończono nowej budowli, ani nie ulepszono starej.

Jest to opis tragiczny i świadczy raczej o złej polityce poprzednich opatów. Niemniej jednak, autor owego opisu opat mogileński od 1771 r. Emilian Leon Kosiński, prezydent generalny Kongregacji Benedyktynów Polskich, przystąpił do dokończenia dzieła remontowo-budowlanego, jakie pozostawili mu poprzednicy około klasztoru i kościoła. Prace ukończył pomyślnie w 1797 r. Zaś blisko 50 lat później magistrat mogileński (w 1845 r.) dał takie oto świadectwo części klasztoru, zamienionego na zbór ewangelicki: Zbór jest rzeczywiście godnym pożałowania. Dwie komórki, oddane mu w klasztorze na odprawianie modlitw, nie mogą zachęcić człowieka do odwiedzania kościoła, a tem mniej mogą wzbudzać nabożeństwo. Każdy, kto dba o swoje zdrowie, ślubuje po pierwszej bytności w tem nieprzyjemnem miejscu, nie iść tam więcej, i nie chodzi wcale do kościoła. Nie ma niedzieli, w której by nie wynoszono pojedynczych osób omdlonych z tej cuchnącej i zapowietrzonej celi.

Ale, to były opisy miejscowych, zaś nas interesują wrażenia przyjezdnych, którzy dali swoje świadectwo bytności w Mogilnie w opisie i rysunku. Pierwszym, który po magistrackim opisie odwiedził Mogilno był anonimowy podróżnik, który przybył tutaj latem 1874 r. dopiero, co oddaną do użytku koleją. Swoje wrażenia opisał w gazecie „Wiarus” skrywając się pod inicjałami A. Ch. Artykuł nosi tytuł Od Wrocławia do Kruszwicy i ukazał się w kilku odcinkach. Oto, co ów turysta dziewiętnastowieczny odnotował: ...odstąpiłem po raz wtóry od mego planu i zamiast pieszo [z Trzemeszna], podążyłem do Mogilna koleją w tem przekonaniu, że mi jeszcze na ten dzień dość pozostanie pieszej przyjemności.

O Mogilnie, lichej mieścinie, w której, o ile osądzić mogłem z jednorazowego wejrzenia, Żydzi i Polacy mniej więcej się równoważą nawzajem, niewiele byłoby do powiedzenia, gdyby z jego nazwą nie wiązało się wspomnienie jednego z najdzielniejszych monarchów. Tu to bowiem szczodry nadzwyczaj dla kościoła zabójca św. Stanisława, Bolesław Śmiały, w podziękowanie Bogu za pomyślne ukończenie wojen w Czechach i Węgrach założył w 1065 r. kościół i klasztor Benedyktynów i uposażył go prawdziwie po królewsku, prócz obszernych dóbr ziemskich, dochodami z wielu wsi i miast królewskich: Zakroczynia, Grudziądza, Płocka, Dobrzynia, Wolborza itd.

Był to jeden z najbogatszych klasztorów w Polsce, jak w ogóle zakon Benedyktynów był w onych czasach najhojniej uposażony w całej Europie. To też nie dziw, że opactwo mogilnickie zwracało niekiedy na siebie oczy łupieżców i że np. w wojnie domowej pomiędzy wielkopolskimi książętami Władysław Odonic podszedł je w 1230 r. nagłym napadem i odarł zupełnie z wszelkich skarbów. Naturalnie, że z tej pierwszej budowy nic się do naszych czasów nie utrzymało. Albowiem obecny kościół wraz z klasztornym gmachem pochodzą z owych czasów, kiedy większa część kościołów otrzymała nową postać, tj. z XVII wieku [?].

Położenie jego na wzgórzu pomiędzy dwoma jeziórkami jest bardzo szczęśliwie obrane, a wyniosłe drzewa ocieniające kościół dodają mu tem więcej uroku. Wielka jednak szkoda, iż gmach klasztorny sam, zaniedbany jeszcze przez rząd, którego jest własnością, grozi ostateczną ruiną, bo jego podmyte, odpłukane przez deszcze szkarpy nie wiele mu z pewnością dają trwałości. Kilka biednych rodzin ma w nim obecnie przytułek, przez co spustoszałość jego tem się staje wydatniejszą, gdyż brud obrzydliwy i nieporządek, nieodłączni towarzysze nędzy, zanieczyszczają powietrze naokół tych poczerniałych wiekiem i niedbalstwem murów. O kościele samym nie umię nic powiedzieć, gdyż pomimo dość rychłej pory znalazłem go zamkniętym. A żałuję tego tem bardziej, gdy ma się w nim znajdować bardzo stary obraz wystawiający króla Bolesława w szacie zakonnej z szczepą drzewa na ramieniu, pełniącego posługi braciszka w klasztorze ossyackim.

Zacytowany opis jest stricte poznawczym, zaś siedemnastowieczne datowanie wyglądu obiektów potraktować należy z przymrużeniem oka, gdyż wygląd bryły zespołu poklasztornego został utrwalony osiemnastowiecznymi pracami remontowo-budowlanymi. Kolejnym podróżnikiem, który przybył do Mogilna w cztery lata później był polski artysta rysownik i malarz Napoleon Orda. W latach 1878-1879, podczas podróży po Wielkim Księstwie Poznańskim narysował on m.in. zachodnią fasadę mogileńskiego zespołu poklasztornego. Następnie ten, jak i inne widoki z WKP w pracowni Maksymiliana Fajansa zostały skopiowane w technice litograficznej i wydane w formie albumowej. Mogileńska litografia ukazała się w Albumie widoków historycznych Polski seria V poświęconej Widokom Wielkiego Księstwa Poznańskiego. Widok zaprawdę piękny i sielankowy nie pokazuje owych zniszczeń, jakie opisał poprzedni anonimowy podróżnik. Zapewne ów obraz rysownik utrwalał tuż po zakończonym remoncie konserwacyjnym (?), o który zabiegał magistrat w 1874 r. Przedmiotowa litografia stanowi załącznik do niniejszego artykułu.

I ostatni z dziewiętnastowiecznych opisów, jaki tym razem pozostawił po sobie znakomity historyk Wojciech Kętrzyński, a który zawarł w V tomie dzieła Monumenta Poloniae Historica:

Latem roku 1886 zwiedziłem sławny niegdyś klasztor benedyktyński w wielkopolskim Mogilnie. W dawnej salce bibliotecznej, w której obecnie mieszczą się rupiecie, znalazłem tylko dwa rękopisy z XV wieku – jeden z nich zawierał żywoty świętych, jedyny kodeks tego rodzaju, z którym spotkałem się w bibliotekach wielkopolskich – i kilka książek. Stary zakrystian oświadczył mi, że jeszcze za jego młodych lat salka była napełniona książkami aż pod sufit, ale wszystko niestety rozeszło się po świecie i nie wiedzieć, gdzie się podziało. Zawiodły mnie więc nadzieje, które skłoniły mnie do tej podróży, bom spodziewał się znaleźć, jeżeli nie oryginał, to przynajmniej odpis nekrologu miejscowego. (…)

Będąc 13 lipca, podczas Dni Benedyktyńskich w klasztorze mogileńskim wyraziłem swoją opinię, iż obecny wygląd i dbałość o miejscowe zabytki nie znajduje porównań do minionych stuleci. Wiele jeszcze pozostało do zrobienia w samym kościele i wokół skarp, ale obecnie klasztor nigdy tak dostojnie się nie prezentował, jak obecnie. Podobnie samo miasto, które dzięki skokowi w XXI w. nie znajduje sobie równych na pograniczu wielkopolsko-kujawskim.

Komentarze

Dodaj komentarz

Dodaj nowy komentarz

E-mail nie będzie udostępniany publicznie.
Komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów. Dodanie komentarza jest jednoznaczne z akceptacją Regulaminu.