Czy w Mogilnie istniał pałac opacki?

Pytanie to zrodziło się podczas poszukiwania źródeł do opracowania biogramów opatów mogileńskich, szczególnie tych duchownych, którzy poza pełnieniem tej funkcji obdarowani byli godnością biskupią.

Czy w Mogilnie istniał pałac opacki?

 Przypomnę, że opatami - biskupami byli XVI i XVII wieczni hierarchowie kościoła gnieźnieńskiego, a także warmińskiego, kamienieckiego, później praskiego, inflanckiego, kujawskiego, poznańskiego, chełmskiego. Byli to tzw. opaci komendataryjni, wyznaczani przez króla i powoływani przez władze kościelne spośród duchownych często zupełnie niezwiązanych uprzednio z opactwem mogileńskim. Wielu z nich traktowało opactwo jako dodatkowe źródło dochodu obok innych funkcji i stanowisk kościelnych.

Opaci owi rezydowali, na co dzień w swoich stolicach diecezjalnych. Przybywali do Mogilna, by pobrać należne im dochody, wydać zarządzenia i przeprowadzić apelacje sądowe. A mieli, po co tu przybywać, gdyż już w 1535 r. dokonano podziału dóbr i dochodów między opata i pozostałych na miejscu zakonników. Dochody przydzielone opatowi były znacznie większe niż uposażenie miejscowego konwentu. Jednym słowem, Mogilno było łakomym kąskiem, którym dysponowali królowie polscy. Opatów nie obowiązywała klauzula klasztorna, zatem swój żywot doczesny mogli prowadzić w iście książęcy sposób. Tak więc, nie cela klasztorna, a wygodne i pełne zbytków mieszkanie należało się im zapewnić. W tym celu, nawet, kiedy przebywali tu tylko czasowo, musieli mieszkać w wygodnych pomieszczeniach, które podobne byłyby rezydencji i wygodzie przysługującej dostojnikom kościelnym.

Opatami noszącymi godność biskupią byli: Sebastian Żydowski, Jan Gniazdowski, Andrzej Wilczyński, Paweł Piasecki, Michał Działyński, Jan Różycki i Krzysztof Antoni Szembek. Również znajdujemy pomiędzy opatami mogileńskimi kanclerza kapituły gnieźnieńskiej Andrzeja Łąckiego, który niezbyt chlubnie zapisał się w miejscowych annałach.

Są osoby utożsamiające mieszkanie opackie z tzw. salą opacką, która tak nazwaną została współcześnie i znajduje się w klasztorze mogileńskim. A i owszem, takowa mogła spełniać swą rolę, ale pośrednio i dużo później, czyli pod koniec XVIII w., lub na początku XIX w. i to po zakończeniu prac remontowo-budowlanych.

Na dowód istnienia pałacu opackiego znajdujemy dwa źródła pisane. Mianowicie, pierwsze, to dokument opisujący rebelię miejską, jaka miała miejsce w sierpniu 1750 r. Wówczas znajdujemy informację, że 29 sierpnia rebeliantów zawezwał przed swoje oblicze, do swej rezydenci opat Jakub Małowieski. Zatem nie do klasztoru, a do rezydencji, która mogła mieścić się po północnej stronie wzgórza klasztornego. Nierozpoznane dotychczas zabudowania znajdujemy na litografii zrobionej z rysunku Napoleona Ordy w 1878-1879 r., właśnie w tym obrębie. Czy są to dachy po byłej rezydencji opackiej? Dziś nie sposób udzielić twierdzącej odpowiedzi.

Drugim źródłem jest zapis dokonany w „Księdze Zaślubionych”, czyli klasycznej Liber Copulatorum mogileńskiej parafii klasztornej Świętego Jana Apostoła. Zdaje się być on dowodem na istnienie pozaklasztornej rezydencji opackiej. Dokument ten z 6 listopada 1810 r. mówi wręcz, że: Wielmożna Jaśnie Pani Petronela Szambelanka [Petronela Kosińska] zamieszkała w domu stryja Jaśnie Wielmożnego Jaśnie Miłościwego księdza opata Leona Kosińskiego OSB Klasztoru Mogileńskiego, Kawalera Orderu św. Stanisława. Zatem owa panna wychodząca właśnie za mąż nie mogła przecież mieszkać wśród mnichów klauzurowych, lecz w całkiem oddzielnym, poza klauzurowym domostwie, czyli tzw. pałacu opackim. Ten zapis jest bezdyskusyjny – kobieta nie mogła mieszkać w męskim klasztorze. Tak więc…?

Tylko szczegółowe badania archeologiczne w obrębie domniemanym, jako miejscu istnienia budowli, mogłyby naprowadzić nas na ślady będące pozostałością rezydencji opatów mogileńskich i rozwiać mgłę tajemnicy, która, jak mniemam, wcześniej, czy później rozwianą zostanie.

Komentarze

Dodaj komentarz
25 lipiec 2012 - 19:31

Właśnie jestem co po lekturze ks. Jędrzeja Kitowicza, opisującego obyczaje za panowania króla Augusta III i oto, co tam wyczytałem o Benedyktynach: "...Każdy monastyr ma swego opata, który dogląda tylko, aby się w klasztorze, czyli monasterze, działo wszystko podług świętej reguły, ale w szczególne rządy i interesa zakonne nie wchodzi. Przeor i dyskreci, pod prezydencją opata obierani co trzy lata, wszystkim zawiadują.

Opat w klasztorze nie mieszka i nic wspólnego z mnichami w rzeczach doczesnych nie ma.

Ma swoje osobne dobra, z których się utrzymuje. Gdy jednak, dla jakiej sprawy duchownej chce się zabawić w klasztorze, natenczas dają mu mnisi stancją i wszelką wygodę, oprócz wina, w które powinien się przysposobić, aby się i sam miał czym posilić i mnichów starszych za okazaną sobie ludzkość poczęstować.

Pozdrawiam miłośników historii

Dodaj nowy komentarz

E-mail nie będzie udostępniany publicznie.
Komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów. Dodanie komentarza jest jednoznaczne z akceptacją Regulaminu.