Zmarł Jerzy Gruza

Dotarła do nas smutna wiadomość, że zmarł pan Jerzy Gruza, ur. 4 kwietnia 1932 w Warszawie, zm. 16 lutego 2020 w Warszawie reżyser, scenarzysta i aktor, twórca niezapomnianych polskich komedii i seriali. Mieliśmy przyjemność gościć reżysera na naszym festiwalu w 2017 r., kiedy otrzymał Nagrodę Honorową. Poniżej prezentujemy list Laudacyjny autorstwa Marcina Jauksza.

Jerzy Gruza – rzeźbiarz (z) dystansu

            Jerzy Gruza – reżyser teatralny i filmowy, scenarzysta, współtwórca niezwykle popularnych seriali a także autor kilku książek – niemalże u zarania swej kariery przez przypadek, można powiedzieć, nie został rzeźbiarzem. Tylko fakt, że kierownik jednego z działów w wytwórni filmowej, Michał Żołnierkiewicz, stracił pracę chwilę przed tym, jak przyszły filmowiec pokazał mu wyrzeźbioną głowę młodszego brata i  z potencjalnego zatrudnienia nie wyszło nic, sprawił, że polska kultura nie straciła kilku ważnych punktów orientacyjnych na swej powojennej mapie.Wojna domowa, Czterdziestolatek czy Tygrysy Europy to wszak produkcje telewizyjne, które ukształtowały kilka pokoleń Polaków, ucząc przekornego, ironicznego i nierzadko krytycznego spojrzenia na otaczającą obywateli naszego kraju rzeczywistość. Filmy kinowe takie jak Dzięcioł, Przeprowadzka czy Noc poślubna w biały dzień poświadczyły scenopisarskie i reżyserskie zdolności Gruzy, jednocześnie określając ukośne spojrzenie, którym z przekonaniem rejestrował zachodzące wokół siebie na przestrzeni półwiecza zmiany.

 Swoista perspektywa wyrasta w moim przekonaniu między innymi z sytuacji takich jak ta z głową brata wyrzeźbioną i pozostawioną gdzieś na marginesie historii. Opowieść ta bowiem ma teatralny posmak, w którym Jerzy Gruza się lubuje, gdy przypomina na przykład w swoim Stoliku anegdotę o gratulacjach złożonych przez kolegę słynnemu aktorowi z okazji wzruszających łez nad trumną zmarłej żony tegoż. „A widziałeś mnie nad grobem?” – pyta wdowiec. „Widziałem! Byłeś fantastyczny!” – odpowiada kolega-entuzjasta. Gwiazdor podsumowuje: „Wzruszyła mnie jakaś pieśń i wtedy rzeczywiście zadumałem się nad losem człowieka. Ale wówczas nie kręcili”. Jerzego Gruzy stojącego z głową brata na korytarzu też nikt nie nakręcił, ale refleksje jakie się w związku z tymi dwoma sytuacjami rodzą mają niewątpliwie pokrewny charakter. Dotyczą bowiem z jednej strony kruchości ludzkiego losu, efemeryczności małych zdarzeń a często i całej biografii, z drugiej zaś roli sztuki, artystycznego gestu czy po prostu plotkarskiej ciekawości, jakie czynią życie człowieka nieustającym występem scenicznym. O tym młody Jerzy Gruza stojąc z rzeźbą głowy własnego brata wiedzieć nie musiał, ale jako anegdociarz przytaczający tę historie w rozmowie z Tadeuszem Raczkiem już z pewnością miał tego świadomość. Jak również tego, że przypadek często określa kierunek, jaki obierze ludzkie życie. I wreszcie tego, że to, w których momentach będzie włączona kamera, często decyduje o tym, jak o tym życiu będą mówili inni, gdy ono już się zakończy.

Ktoś był. Nie ma. Coś było. Tego już nie ma. Usunąć z pamięci. Jakie to trudne! Proust ciągle mistrzem opisywania czasu, lekarza straconej miłości. – pisze znad stolika Gruza, „inteligent w dobrym stylu”, jakby wyłączając na chwilę człowieka medialnego i wracając do epoki sprzed wieczornych wiadomości, ba – nawet dalej, ku czasom, gdy kamera, wciąż szukając swego powołania, nie służyła nawet jeszcze kronikom filmowym. Gruza, który Prousta ceni, szuka prawd zapisanych w głowie i w sercu raczej niż tych zadekretowanych na celuloidzie. Myśli też o trwałości narzędzi tak niedoskonałych jak pamięć. I fikcyjnej rzetelności nowoczesnych narzędzi zapisu.  

W pamiętnej scenie Dzięcioła, kinowego debiutu Gruzy entuzjastycznie przyjętego przez publiczność,jego główny bohater, inżynier Nowicki, grany przez
Wojciecha Pszoniaka, daje się wciągnąć przed telewizyjną kamerę, by wziąć udział w ustawionej sądzie ulicznej. Szesnaście lat przed  Ćwiczeniami warsztatowymi Marcela Łozińskiego Gruza pokazał w zgrabnie skomponowanej scenie mechanizmy, jakie rządzą „rejestrowaniem prawdy” przez kamerę filmową i wpisaną jakoby w zawód dziennikarza (albo po prostu człowieka telewizji) gotowość do aranżowania potrzebnych mu sytuacji, modyfikowania znaczeń w celu zrealizowania z góry założonego materiału. W ironicznej scenie reportażowej z Dzięcioła sam jego autor pokazuje się w roli reżysera telewizyjnego, sugerując, jakby na marginesie, ograniczone zaufanie do wszystkich komunikatów, nie tylko tych płynących z mediów. Momentami nastrojony na nutę komediową i pełen scenek rodzajowych równie zabawnych jak te ulubione z Wojny domowej czy Czterdziestolatka, jest Dzięcioł w wydźwięku momentami równie przejmująco smutny. Z takimi konsekwencjami przenikliwej obserwacji Gruza wydaje się godzić, co jego miejsce w panteonie ważnych polskich filmowców-satyryków zdaje się jednoznacznie potwierdzać.

Nie można bowiem obnażać bezkarnie, jak przekonał się również sam Laureat nagrody honorowej II Ogólnopolskiego Festiwalu Filmów Satyrycznych „Pyszadło”. Był bowiem w czasach PRL-u również filmowcem w randze „pułkownika” i mimo zasług za niepozbawione idealistycznych ciągot mapowanie duszy „czterdziestolatka” swoich czasów nie mógł liczyć na przychylność dla tak niepokornych filmów jak Noc poślubna w biały dzień. Zresztą, gdy już mowa o Czterdziestolatku, sympatyczne dla ówczesnego establishmentu nuty, w jakie uderzał najpopularniejszy serial autorstwa Gruzy, podszyte były także zjadliwym dyskomfortem. Był on zawsze dwojakiego rodzaju: z jednej strony miał wymiar politycznie neutralny, powiedzmy: „egzystencjalny”, związany z kłopotami, jakie człowiek ma w relacjach nawet z najbliższymi sobie ludźmi, z instynktami, które nie ulegają wychowawczej presji otoczenia, wreszcie z dojmującym poczuciem ludzkiej przemijalności, z drugiej wciąż niesfornie wychodził poza politycznie bezpieczne ramy, mówiąc o realiach, w jakich ta egzystencja była osadzona, w obyczajowości tropiąc znamiona i grzechy otaczającego go i jego widzów świata. Dojmująca pocztówką z tej rzeczywistości pozostaje film o rok starszy niż pierwsze odcinki Czterdziestolatka: Przyjęcie na dziesięć osób plus trzy. Ta zrealizowana z chirurgiczną precyzją niedługa forma wykracza daleko poza format ulubionej przez Gruzę anegdoty, ukazując w krzywym zwierciadle mechanizm wywłaszczenia człowieka socjalistycznego nie tylko z obiecywanego mu prawa do zapłaty po pracy ale też z godności. Ironiczny film nie jest pozbawiony sympatii dla bezradnych bohaterów, których życie odstawiło na boczny tor. Ich droga „do kresu nocy” to sprytna metafora losu człowieka w rzeczywistości, w której negocjacje z wszelką władzą są niemożliwe z powodu nieprzestrzegania przez nią elementarnych zasad uczciwości i rzetelności dialogu. Ta satyra boli do dziś, bo choć system polityczny się zmienił, to sam mechanizm wyzyskiwania pracownika wciąż przychodzi tym „na górze” naturalnie, co w swych realizowanych już po transformacji ustrojowej produkcjach Gruza również starał się pokazywać.

Choć o dużo mniejszym zasięgu oddziaływania, Tygrysy Europy pozostają ważkim katalogiem perspektyw na nuworyszów lat dziewięćdziesiątych i zapisem wciąż żywych na przełomie stuleci ambicji rodaków, by wraz z limitem na koncie zwiększać zasięg własnej wolności. Niestety, tak jak w odcinku w którym prezes Nowak uczył się latać, własny samolot i przymilni instruktorzy nie są skuteczną ścieżką ku wolności, jeśli własne ograniczenia człowieka nie pozwalają mu szybować. Szansą pozostaje niezmiennie, można się domyślać, czytając Gruzę-plotkarza, prawdziwa sztuka, wielka literatura, wszystko to, co się ostanie pomimo upływu lat. Jak choćby wspomniany już autor W poszukiwaniu straconego czasu:    

Ze wszystkiego można zrobić literaturę – mówi Gruza – to tylko kwestia talentu. Na chybił trafił otwieram Prousta; czytam o Franciszce i jej córce z zapadłej francuskiej wsi, też jest to opis prowincji – wiejskie baby, ich gadania, sposób patrzenia na świat – nie ma tu wcale salonów stolicy, ale ten tekst jest jakiś przejrzysty i do zapamiętania. Można do niego wracać.

Arcydzieło literatury wspominane przez filmowca pozostaje ważkim punktem odniesienia dla twórcy, który inne medium i inne konwencje wybrał jako przestrzeń modelowania wspomnień. Nawet w tych swoich produkcjach, które nie spotkały się z przychylnym przyjęciem krytyki, czyli Gulczas, a jak myślisz… oraz Yyyrek!!! Kosmiczna nominacja, zrealizowanych z amatorską obsadą przesadzoną wprost z popularnego na początku stulecia programu rozrywkowego Big Brother, udało się reżyserowi, można z perspektywy lat przyznać, uchwycić ducha czasów, które je zrodziły. I kiedy pomyśleć o charakteryzującym te filmy nie zawsze wyszukanym dowcipie i kilku mało przekonujących zwrotach akcji w kontekście Proustowskich „wiejskich bab i ich gadania”, można inaczej zrozumieć Gruzę próbującego wciąż grać na tematach, które przez całe twórcze życie rozumiał najlepiej – telewizyjnego udawania i gry w prawdę niezmiennie znaczonymi kartami.

            Gdy wrócić w tym miejscu do młodego Gruzy, który stoi już sam, po odejściu kierownika Żołnierkiewicza, na którego przychylne posłuchanie liczył, z głową brata pod pachą i spojrzeniem niepewnie zwróconym w przyszłość, łatwiej odczytać treść przepowiedni, która układa się z konfiguracji przedstawionej w tej anegdocie. Jerzy Gruza przez całe swoje twórcze życie rzeźbił w materiale, który był pod ręką, na niektóre projekty decydował się zachęcony podszeptami czy okolicznościami, inne sam wybierał i konsekwentnie dążył do ich realizacji, niezmiennie jednak, jak się wydaje, tworzył dzieła na tematy mu bliskie, krążąc wokół interesujących dla siebie zagadnień. I jak w przypadku wspominanego przezeń aktora stojącego w zadumie nad trumną żony – kamery nie wszystko uchwyciły. Ale jednak wiele z tego co zarejestrowały pozwala dziś bez nadmiernej przymilności stwierdzić, że Jerzy Gruza był, jest i pozostanie fantastyczny, zadumany nad ludzkim losem zazwyczaj całkiem na serio.

 Marcin Jauksz

Komentarze

Dodaj komentarz

Dodaj nowy komentarz

E-mail nie będzie udostępniany publicznie.
Komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów. Dodanie komentarza jest jednoznaczne z akceptacją Regulaminu.